Nightshade – recenzja

[poniższy tekst to recenzja z 2017 roku, którą opublikowałam na pierwszej wersji tej strony. Tekst może ulec poprawkom i znajduje sie tu w celach archiwalnych]

Słodko-gorzka historia o płatnych zabójcach, którzy zostają pionkami w okrutnej grze. Pomimo wielkich tragedii rodzi się miłość, a bohaterowie mają szansę odpowiedzieć sobie, kim tak naprawdę chcą być i czego pragną.

Grę otwiera prolog, który wprowadza nas w fabułę gry i już na początku wyjawia sprawy, które będą miały kluczowy wpływ na fabułę:

„Podczas okresu Sengoku dwa klany ninja urosły w potęgę. Znane były jako Iga oraz Koga.
Pod koniec zaciekłych wojen, Nobunaga Oda wysłał armię z rozkazem zlikwidowania klanu Iga. Z biegiem czasu to wydarzenie zyskało miano „wojny Tensho Iga”, a ród ten został zniszczony.
Klan Koga, który przez dekady był zaciekłym rywalem Iga, mimo niesnasek zaoferował pomoc dla tych ninja, którzy przetrwali atak.
Z braku lepszego wyboru, zgodzili się zaakceptować ich pomoc. Zostali wcieleni do klanu Koga.
Kugari, siostra ostatniego władcy klanu Iga, Tanby Momochi’ego, poślubiła władcę klanu Koga, Kando Ueno. Ich małżeństwo stało się symbolem pojednania.
Ich związek było świadectwem pokoju, który zapadł między tymi dwoma klanami. Niedługo potem urodziła im się córka. Wśród ludzi stała się symbolem nadziei.
Minęło 16 lat…”

Wielką radość bohaterki zastąpi tragedia.

Główna bohaterka, Enju, jest trzymaną pod kloszem córką zarządcy wioski Koga. Dorastała ochraniana i otoczona miłością. Dni spędzała w okolicznych laskach i łąkach, trenując z przyjaciółmi, zbierając zioła i podziwiając kwiaty. Mieszkańcy rozpieszczają ją jak księżniczkę (łącznie z podsuwaniem syropków na kaszel) i lękliwie spoglądają na jej pomysł obrania drogi shinobi, na której dziewczynie mogłoby się coś stać.

Ich wątpliwości jedynie motywują Enju do ciężkich treningów. Wyraża ona wielką ilość życzeń, by być w stanie przynosić równie wielki pożytek wiosce co reszta ninja. Gdy wstawia się za nią Momochi Chojiro, jej kuzyn i jednocześnie mentor,  Enju zostaje przydzielona do nadchodzącej misji. Bez mrugnięcia okiem dziewczę podejmuje wyzwanie i nie tylko pierwszy raz udaje się na jakiekolwiek zlecenie, ale też pierwszy raz opuszcza rodzinną wioskę.

Coś, co miało stać się dla Enju obietnicą nowego startu, staje się przyczynkiem dla strasznej tragedii. Zostaje w bezlitosny sposób użyta do politycznych gierek, które rozgrywają się pomiędzy wysoko postawionymi ministrami. Ona i jej przyjaciele zostają uwikłani w brutalną grę, w której Enju stara się zrobić już tylko jedno – przeżyć i uciec przed pościgiem. Kto nas będzie ścigał i z czyich rozkazów zmieni się w zależności od naszych wyborów dokonanych w prologu. Scenariusz w tym miejscu skręca w jedną z wielu ścieżek i prezentuje historię z różnych perspektyw.

Poradnik wychowawczy – nadopiekuńczość nikomu nie wyszła na dobre.

Wcześniejsza słodka beztroska dziewczyny szybko zamienia się w rzeczywistość, w której wszyscy są przeciwko niej. Rodzinna wioska ją porzuca i Enju zaczyna doświadczać po raz pierwszy okrucieństwa, przed którym była tak intensywnie chroniona przez całe swoje życie.

Jej naiwne wyobrażenie na temat shinobi zostaje zachwiane pod wpływem jej własnej moralności i wartości. Enju zaczyna boleśnie zdawać sobie sprawę, że bycie shinobi, o czym tak bardzo marzyła, okupione jest poświęceniem własnego człowieczeństwa. Jednak (o, ironio!) ani porzucenie drogi shinobi, ani jej podążanie zdaje się nie być dobrym rozwiązaniem – każde oznacza, że zginą drodzy jej ludzie, a tej myśli Enju nie potrafi znieść. I chociaż bohaterowie wciąż starają się ochronić bohaterkę i w grze uświadczymy wiele pozytywnych zakończeń, każde z nich wiąże się z  wieloma wyrzeczeniami. Nikt nie jest w stanie w pełni uratować Enju. Będzie ona w stanie sobie ułożyć życie z ukochanym mężczyzną, ale ostatecznie nigdy nie dojdzie do zdjęcia z niej statusu kryminalistki.

Hanzo. Najgroźniejszy ninja na dzielni istniał naprawdę.

Tutaj warto dodać, że gra radośnie czerpie z historii Japonii. Zaprzęga jej motywy do stworzenia gorzkiej, ale nie pozbawionej romantyzmu historii. Wybaczcie – po prostu uwielbiam uczyć się o historii i tym bardziej cieszy mnie, że opowieść o Enju jest nią inspirowana.

Wojny Tensho Iga miały miejsce naprawdę, tak samo jak zrównanie Iga z ziemią – co, na marginesie, w grze jest traumą jednego z bohaterów i wpływa na jego charakter.

Duża część postaci w grze nosi nazwiska i imiona należące do żyjących kiedyś naprawdę, bardzo zasłużonych osób. Ich przedstawienie w „Nighstshade” pokrywa się z grubsza z ich faktycznymi życiorysami sprzed 400 lat – Nobunaga Oda wysłał wojska do Iga. Po nim panował cesarz Hideyoshi Toyotomi i tak jak w naszym świecie, w grze ginie raczej marnie.

Pojawia się też rada Pięciu Regencyjnych, w tym Tokugawa Ieyasu (który został kolejnym panującym nad całą Japonią i jego nazwisko do dziś inspiruje twórców) wraz ze swoim groźnym shinobi Hattori Hanzo. Jest też na wpół legendarny bandyta, Ishikawa Goemon wyszkolony przez Momochi Tanbę.

Z ciekawostek – kompleks grobowcowy Ieyasu kosztował tyle, że budowniczowie o mało nie puścili kraju z torbami. Dzisiaj wpisany jest na listę zabytków UNESCO i gdybyście byli w Japonii, to szukajcie go w Nikko.

Zasadniczo wszystkich spotkamy lub o nich usłyszymy w „Nightshade”. Jeśli podczas gry odniesiecie wrażenie, że bohaterowie są podejrzanie mocno ze sobą powiązani i każdy się zna – nie jest to błąd, bo i faktycznie losy tych ludzi były ze sobą splecione.

Widać, że twórcy mocno przysiedli do rozpisania scenariusza. Bohaterowie są naprawdę, ale to naprawdę ciekawi nie tylko z powodu historycznych ciekawostek. Żaden z nich nie został nakreślony wyłącznie za pomocą kilku płytkich epitetów. To, jak są opisywane, ma swoje odzwierciedlenie w podejmowanych przez nich działaniach i tym, co mówią. Wszystko to upodabnia ich do prawdziwych ludzi. Posiadają swoje dramatyczne historię, prezentujące często ich własne, głębokie rozterki na temat bycia shinobi i tego, czego by chcieli naprawdę, a co muszą zepchnąć na dalszy plan.

U Japończyków ma to zresztą konkretne nazwy: honne (to, co się naprawdę czuje) oraz tatemae(publiczny wizerunek, jaki jesteśmy zobligowani okazywać). U shinobi nie są to tylko kulturowe kurtuazje, do tego dochodzi lojalność wobec swego pana – jej złamanie powoduje stanie się wyrzutkiem bez prawa do dalszego wykonywania swego fachu. Tym, którym się poszczęści, mogą spróbować swych sił w byciu złodziejami, większość z nich kończy jednak jako żebracy.

Bo płatny zabójca jest tak naprawdę wrażliwy.

Mimo całej powagi w tle, „Nightshade” nie jest nudną lekcją historii Jest to świetnie rozpisana, pełna emocji przygoda, a romanse są jej integralną częścią.

Zachodniemu widzowi będzie przypominać raczej skrzyżowanie „Igrzysk Śmierci” z „Domem Latających Sztyletów”. Tak, wiem, że ten film należy do chińskich filmów wuxia, ale osobiście miałam z nim mocne skojarzenia (może dlatego, że kocham ten film?), nawet, jeśli podobnego typu widowiskowe walki i scenariusze pojawiają się w wielu anime. „Nightshade” nie ucieka ani od fantastyki ani od rozdzierających dziewczęce serduszka historii – postacie biegają w ślicznych (i wyjątkowo niepraktycznych, hah) strojach pełnych wstążek, używają magicznych ninjutsu i są w stanie biegać z dwa razy większymi od nich mieczami. Mężczyźni kochają Enju bezwarunkowo i pomimo żżerających ich od środka tragedii, pokazują się od tej najpiękniejszej, wrażliwej strony – czyli, dalej jest to gra otome skierowana do kobietek. Wszystko się zgadza.

O oprawie audio-wizualnej niewiele mam do napisania po za tym, że jest absolutnie fantastyczna, jeśli chodzi o design postaci – w każdym razie mnie całkowicie kupiła ich kreacja oraz kreska głównej rysowniczki. Rusunki są stylizowane na malarstwo akwarelowe, co pasuje do całej historii osadzonej w feudalnej Japonii. Niestety trochę gorzej jest moim zdaniem z tłami – przyznam szczerze, że jedno z początkowych teł (z widokiem na rodzinną wioskę Enju – rozmazane i w zasadzie nie do końca widać na co patrzymy) zniechęciło mnie przy pierwszym podejściu i gra musiała poczekać na dzień, w którym byłam bardziej zmotywowana. Jest wiele innych tytułów, które tła mają proste, ale dużo ładniejsze.

Głosy podkładają profesjonalni seyuu, świetnie odgrywający swoje postaci. Tutaj przyznam się, że o ile to postaci Hanzo i Kuroyukiego zdają się w internecie wieść prym popularności, tak ja zdecydowanie rozkochana jestem w Chojiro – postaci przeżywającej chyba największe tragedie. Absolutnie rozpływam się nad głosem Kohsuke Toriumi, który podkłada pod niego głos i przeklikiwałam je po kilka razy, żeby się nasłuchać. ♥.♥

Werdykt

Grę zdecydowanie polecam. Osobiście ciężko mi się od niej oderwać i zacząć jakiś nowy tytuł. Dość powiedzieć, że dzięki „Nighstshade” mam teraz okres zafascynowania feudalną Japonią. Seria o samurajskim rodzie Otori amerykańskiej pisarki Lian Hearn już czeka, aż ją przeczytam, a w lokalnym sklepie RPG zamówiłam książkę do systemu „Honor i Krew”, by samej móc się wcielić w członkinię japońskiego rodu (jeśli dorwę i zagram, zapewne też napiszę o tym kilka słów). Grę spokojnie znajdziecie na Steam’ie, w okolicach 120 złotych.

Język: angielski/japoński.
Cena: ok. 120 złotych
Źródło: Steam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *