Cinderella Phenomenon – recenzja

[poniższy tekst to recenzja z 2017 roku, którą opublikowałam na pierwszej wersji tej strony. Tekst może ulec poprawkom i znajduje sie tu w celach archiwalnych]

Śliczna, darmowa gra otome o królewnie, która musiała nauczyć się być dobra. Dobre uczynki pomogą nie tylko jej samej. Pozwolą jej także uratować królestwo.

Dawno, dawno temu, za górami, za lasami było sobie królestwo. Znajdowały się w nim dwa kryształy. Pierwszym z nich był kryształ Lucis, ochraniany przez władczynię wróżek. Drugim był kryształ Tenebrarum, którego doglądała władczyni czarownic. Energia Lucisa pochodziła ze szczęścia i radości. Tenebrarum był zasilany przez strach, gniew i nienawiść.

Wróżki i czarownice żyły w tym królestwie w wielkiej harmonii z ludźmi. Regulowały moce kryształów, aby utrzymać równowagę pomiędzy ciemnością a światłem. Wszystko dlatego, że radość nie może istnieć bez smutku, a odwaga bez strachu. Pokój w królestwie trwał, niestety do czasu.

Pewnego dnia wędrowny bard postanowił napisać opowieści o magii i cudach królestwa. Nazwał te historie „Baśnie”. W baśniach światłość zawsze odnosiła zwycięstwo, a prawdziwa miłość była nagrodą. Baśnie rozprzestrzeniły się dalej niż ktokolwiek mógł przypuszczać. Ludzie w królestwie zaczęli wierzyć, że baśnie mówią prawdę i że magia czarownic jest nikczemna i okrutna. Zaczęto bać się czarownic i je znienawidzono. Ostatecznie urządzono na nie polowanie – zupełnie jak na zwierzęta. Było to „Polowanie na czarownice”.

Przywódczyni czarownic, pełna gniewu, stworzyła Klątwy Baśni. „Myślicie, że jesteśmy niegodziwe? A więc niech tak będzie! Jako, że zabraliście na zawsze nasze szczęście, my zabierzemy wasze!”. Czarownice użyły Klątwy Baśni, aby zaatakować wszystkich ludzi, pogrążając królestwo w chaosie i ciemności. Przywódczyni wróżek, opiekunka Lucisa, starała się przywrócić pokój. Jednak czarownice były zaślepione ich nienawiścią do ludzi, którzy byli odpowiedzialni za zabijanie wiedźm. Rozpoczęła się straszna Wielka Wojna.

W końcu opiekunka Tenebrarum i jednocześnie przywódczyni czarownic została pokonana. Tenebrarum zaginęło. Pokój został przywrócony, a światło ponownie zatryumfowało. Ciemność jednak nigdy w pełni nie odchodzi. Cierpliwie czeka ukryta w cieniu, by w odpowiednim dla siebie czasie powrócić…

Cinderella Phenomenon – zimne serce księżniczki

Ściągając na Steam’ie „Cinderella Phenomenon” nie do końca byłam świadoma na co się porywam. Wydawało mi się, że skoro gra jest całkowicie darmowa, będzie to rozrywka na jeden, góra dwa wieczory. Mocno się pomyliłam, bo okazało się, że jest to gra naprawdę długa i mocno rozbudowana fabularnie. Twórcy postanowili z rozmachem zabawić się motywami popularnych baśni napisanych przez takich autorów jak Hans Andersen oraz Bracia Grimm.

Akcja dzieje się cztery lata po wojnie wspomnianej w prologu gry. Główna bohaterka, Lucette, jest córką króla. Traktuje wszystkich z rezerwą. Ma prawie wszystko, oprócz miłości innych ludzi. Nic dziwnego, gdyż sama posiadając serce z lodu słusznie wzbudza w nich niechęć do siebie. Nawet osoby jej przychylne oskarża o bycie fałszywymi. Dziewczyna żyje w poczuciu ciągłego osaczenia i czas umilają jej wspomnienia o zmarłej przed laty matce oraz towarzystwo porcelanowych lalek.

Pewnego dnia jej życie wywraca się do góry nogami, gdy jedna z czarownic rzuca na nią klątwę Kopciuszka. Magia ma to do siebie, że działa czasem w przewrotny sposób. Dziewczyna zamiast dostać coś dobrego, traci całe swoje bogactwo i ląduje w nędznych łachach na brudnej ulicy. Na domiar złego, niemal nikt nie pamięta o jej królewskim pochodzeniu. Nawet własny ojciec nie rozpoznaje swojej córki wyczekującej na niego pod bramami zamku. Można powiedzieć, że pierwszy raz w życiu Lucette zaznaje od niego dobroci – szkoda tylko, że w postaci jałmużny, jaką król daje bezdomnej dziewczynie.

Szczęśliwie udaje jej się otrzymać dach nad głową w tawernie Marchen. Miejsce to skupia ludzi przeklętych tak jak ona. Tutaj właśnie dowiaduje się, że aby odczynić urok, musi spełnić trzy dobre uczynki. Coś, co wydawałoby się być proste, przerasta całkowicie skostniałe serce dziewczyny. Aby sobie pomóc, zaczyna współpracować z resztą mieszkańców, zaprzyjaźniając się także powoli z przebywającymi tam mężczyznami. Dzięki nim Lucette powolutku zrozumie na czym polega dobroć oraz dowiaduje się więcej o czarownicach – a to przyda jej się, kiedy do jej uszu dotrą informacje o dramatycznej sytuacji w pałacu, do którego tak chciała bardzo wrócić.

Jest to mocny, bardzo pozytywny punkt całej produkcji – będziemy towarzyszyć Lucette w jej przemianie. Na początku gry nie mamy wątpliwości, że jest to postać antypatyczna i nie kryjąca się z tym, że nosi w sercu wiele gniewu. W pierwszych minutach zastanawiałam się nawet, czy nie jest to przypadkiem źle napisana bohaterka – ale nie, wszystko to okazuje się być zamysłem twórców. Otrzymujemy grę otome z bohaterką, która ma nie tylko charakter – ale też uczy się nowych rzeczy i zmienia się.

Doskonała, darmowa gra otome

Po przejściu dwóch rozdziałów będących prologiem, do wyboru mamy pięć różnych ścieżek. To, którą będziemy przechodzić nie zależy od wcześniejszych wyborów – ot, wyskakuje nam ekran z wyborem portretów pięciu chłopaków i klikamy na jednego z nich.

Warto poszczególne historie przechodzić w kolejności ustalonej przez twórców. Z tego co zauważyłam, w każdej pojawia się coraz więcej niuansów wyjaśniających całą historię – a ta okazuje się być zakręcona jak ruski termos na zimę. Dwie postacie odblokowują się z biegiem gry i lepiej je sobie zostawić na sam koniec. Są zdecydowanie najciekawsze, jednocześnie też zawierają najwięcej spoilerów i łączą w jedno wcześniej pojawiające się informacje.

Fabuła z jednej strony jest naprawdę ciekawa i widać, że twórcy spędzili niejedną pogadankę o tym, co w sumie chcą zrobić. Niestety są momenty, kiedy całość jest grubymi nićmi szyta. Co mnie zaskoczyło, to dużą część głupot bohaterka sama kąśliwie komentuje lub zastanawia się nad pewnymi rzeczami, które twórcy potem całkiem sensownie tłumaczą. Zdaje się więc, że byli świadomi braków swojej własnej gry i irracjonalnych pomysłów, ale próbowali na każdą rzecz znaleźć wytłumaczenie. Resztę niedomówień po prostu chyba trzeba zaakceptować jak w starych baśniach – niektórych szczegółów dotyczących świata zwyczajnie nie potrzebujemy, aby w pełni cieszyć się opowieścią.

W czasie gry w pierwszej chwili rzuci się nam w oczy naprawdę ładna grafika oraz postacie. Pomijając parę graficznych wpadek (np. pikseloza w momencie zbliżenia na postać), jak na darmową grę wszystko stoi na niezwykle wysokim poziomie. Są nawet delikatne animacje w postaci efektów czarów, a postacie co chwila zmieniają płynnie wyraz twarzy. Największe wrażenie zrobiła na mnie drobna animacja okna, za którym niebo zmienia się z nocnego na dzienne, przechodząc od różu aż po delikatnie miodowe promienie padające do wnętrza. Takie detale naprawdę umilały grę.

Druga rzecz, to ogromna ilość dialogów i sama długość gry. Za każdym razem mamy 10 rozdziałów. Każdy jeden zajmuje około 40-60 minut. Ja się osobiście nie śpieszyłam z czytaniem, więc może dlatego łącznie cała gra zajęła mi ponad 40 godzin – dokładnie tyle, ile zajmują komercyjne, duże gry otome. Jeśli Wasz portfel świeci pustkami, a chcecie dobrą grę (i przy okazji chcecie bohaterki, która nie jest głupia jak młotek) – „Cinderella Phenomenon” jest dla Was. Jeśli macie jakiś grosz, można wspomóc z własnej woli twórców. Myślę, że warto. To już ich druga gra i są w ich robieniu coraz lepsi, więc ciekawe, czym nas zaskoczą w przyszłości.

Zanim przejdę do poszczególnych postaci, wspomnę jeszcze o muzyce. Jako podkładu użyto utworów pochodzących (podobno) z darmowych bibliotek. W niczym to nie przeszkadza, jest ona naprawdę urocza i dobrze dopasowana do klimatu gry. Jest to muzyka z gatunku tej „nieprzeszkadzającej”. Mimo to, ja miałam jej w którymś momencie dosyć. To pewnie już mój własny gust, ale naprawdę brakowało mi rytmów bardziej wpadających w ucho, ewentualnie – większej ilości ścieżek. Właściwie jedyny, który mi się nie znudził to ten, który pojawia się w momencie włamania bohaterów na zamek. Po 25 godzinach gry ostatecznie włączyłam sobie Shpongle i Toola, bo już nie mogłam znieść plumkania, które zapętlili w swojej grze twórcy…

Karma

Niech Was nie zwiedzie ilustracja! Twórcy postanowili nas od początku zaskoczyć swoimi pomysłami. Jako pierwszy w kolejce stoi Karma o zdecydowanie kobiecej aparycji, kochający sukienki oraz rozklejający się nad podarowaną mu muffinką. Jego klątwa oparta jest na bajce o Pięknej i Bestii. To z jej powodu Karma przebiera się za – bądź co bądź bardzo piękną – kobietę.

Nie przeszkadza mu to być jednocześnie zdolnym szermierzem, a jego doskonałe maniery sugerują szlacheckie pochodzenie. Pomimo swoich ostrzeżeń, że jest egocentryczny i lubi się pławić w swoim własnym blasku, Karma okazuje się oddanym przyjacielem. Gdy sytuacja tego wymaga, jest rycerzem, który nie zawaha się dobyć miecza i narazić własnego karku.

W swoim własnym scenariuszu Karma ma momenty, w których zdaje się zachowywać nieco histerycznie. Z początku sądziłam, że to tylko dopełnienie jego zniewieściałego ja. Z czasem wychodzi na jaw, że miał powody – jest jedną z dwóch postaci, której klątwa może doprowadzić do prawdziwego dramatu. Na dodatek obie są tego świadome, przy czym Karma przeżywa naprawdę ogromne cierpienie z tego powodu, zaś druga po prostu godzi się ze swoim losem.

Rumpel

Rumpel zjawia się w tawernie Marchen niczego nie pamiętając. Jedyną rzeczą, którą przy sobie posiada jest pusty notatnik, związany według niego z jego klątwą Rumpelstiltskina (czy też Rumpelsztyka, gdyż nie ma zgody co do polskiego tłumaczenia tego imienia).

Z tą postacią mam osobiście wielki problem i jej wątek nie przypadł mi do gustu. Jego charakter jest źle skonstruowany i wyraźnie rozkleja się na dwie różne części. Rumpel dzieli z Karmą pewien wspólny temat – uwielbia kobiety. O ile Karma powstrzymuje się od nachalności, tak Rumpel się z niczym nie krępuje i nie zna wstydu. Obrzuca każdą napotkaną dziewczyną kiczowatymi komplementami w stylu „Twoje oczy są jak gwiazdy, a zęby jak perły”, po czym biegnie do następnej. Reszta bohaterów – Karma zwłaszcza – kilka razy poświęca czas na wytłumaczenie mu, że przyjdzie moment, w którym sobie nagrabi takim zachowaniem (ot, zarobi w zęby od zazdrosnego męża).

Rumpel zostaje niemal do końca historii głuchy na te uwagi, twierdząc uparcie, że to tylko jego sposób na sprawianie radości innym. Naszej bohaterce próbuje wmówić, że jej dobre uczynki powinny być oparte na komplementach. Lucette od początku robi się szczerze niedobrze od jego towarzystwa, i to jasne, że gdyby mogła, uciekłaby od niego i zmieniła swojego kompana na innego – cóż, jednak mechanika gry wymusza na nas podążanie tą ścieżką, a sam romans jest średnio wiarygodny.

Całość dziwnie wypada, gdy Rumpel przypomina sobie swoją profesję oraz gdy poznajemy jego byłą narzeczoną. Kobieta opowiada nam o ich życiu z perspektywy dość dojrzałej kobiety, która ma swoje racje. Okazuje się, że klątwa nijak nie jest związana z jego lataniem od jednej spódniczki do drugiej. Otóż Rumpel był bardzo dobrym człowiekiem o wielkim sercu. Był takim idealistą w swojej pracy, że zupełnie się w niej zatracił i to było przyczynkiem dla klątwy. Zachowanie Rumpela zmienia się – na lepsze – w momentach, kiedy musi użyć swojej specjalistycznej wiedzy. W sumie szkoda, bo gdyby całkowicie wyrzucić motyw podrywania każdej dziewczyny tandetnymi tekstami, historia Rumpela mogłaby przykuć uwagę – a nie przykuwa. Za to wyborny jest moment, w którym to Rumpel próbuje nauczyć Lucette podrywać obcych mężczyzn, co polecam zobaczyć.

Rod

Rod to przybrany brat Lucette. Klątwa Małej Syrenki sprawia, że stracił głos. Do komunikowania się z ludźmi służy mu pluszowy króliczek, który czyta w jego myślach i mówi za niego.

Gdy król poślubia jego matkę, on oraz jego siostra Emelaigne przeprowadzają się do pałacu. Lucette od początku jest wrogo nastawiona zarówno do niego jak i Emelaigne. Zwłaszcza do dziewczyny pała wielką niechęcią. Jest niesłusznie przekonana, że dobrotliwa i delikatna nastolatka pragnie zabrać jej wszystkie zaszczyty.

Gdy tylko Lucette znika, Rod jest szczerze zadowolony z takiego obrotu sytuacji. Jest jedną z niewielu osób pamiętających bohaterkę i gdy tylko ma sposobność, mówi jej w oczy co o niej sądzi. Przekazuje jej informacje, że odkąd zniknęła z życia królewskiej rodziny, jej członkowie wreszcie są szczęśliwi – co Lucette zobaczy na własne oczy i poczucie niejedno ukłucie żalu.

Po wielu namowach, Rod zgadza się pomóc dziewczynie w wypełnieniu dobrych uczynków. Powoli przekonuje się do niej, gdy widzi, że pewne pozytywne zachowania zaczynają wypływać z głębi serca Lucette.  To nietypowe na gry otome, ale ich związek tak naprawdę nie ma racji bytu – w teorii są rodzeństwem i pomimo rodzących się uczyć będą się musieli zmierzyć z wizją skandalu. W jego wątku wyjaśnia się także bardzo wiele odnośnie rodziny królewskiej – przyznam, że czułam się zaskoczona. Okazuje się, że wyjaśnienie dlaczego król poślubił prostą kobietę jest o wiele bardziej skomplikowane niż tylko wzajemna miłość.

Fritz

Fritz to osobisty rycerz Lucette, pracujący na zamku. Chociaż bohaterka nim pomiata, od początku pragnie się do niej zbliżyć i daje jej to do zrozumienia. Jego oddanie okaże się jej bardzo pomóc. Nie jest to jednak mdła historia z pokroju „muszę ratować i chronić swoją księżniczkę!”. W którymś momencie to raczej księżniczka będzie ratować swojego rycerza.

Zabawne, bo Fritza (noszącego klątwę Czerwonego Kapturka. W tym przypadku będzie mowa głównie o złym wilku) jako takiego aż tak dużo nie uświadczymy. Często nam przyjdzie rozmawiać z postacią ściśle z nim związaną. Brzmi intrygująco? I takie jest, bo jego ścieżka oferuje chyba najwięcej zwrotów akcji, a bohaterowie będą mieli najwięcej do roboty. Zauważyłam, że jest to w zasadzie jedyny wątek, w którym niemal wszystkie nasze odpowiedzi podbijające uczucie z wybrankiem podchodzą z rozmów z innymi. Nie wypada to jednak źle, zważywszy, że Fritz kocha Lucette od początku i to ona musi sobie zdać sprawę ze swoich własnych uczuć.

Waltz

Na koniec Waltz i jego klątwa Nibylandii! Od początku wiedziałam, że Waltz będzie moja ulubioną postacią i tak się rzeczywiście stało.

Gdy go poznajemy, wygląda na 12-letnie dziecko. Zarabia na siebie dzięki ulicznym teatrzykom i pokazami magicznych sztuczek. Zapytany o przekleństwo zdradza, że w rzeczywistości jest dorosłym młodzieńcem i jedynie przez klątwę Piotrusia Pana nie może dorosnąć. Na dodatek jako jedyny z dostępnej piątki posiada magiczne moce – urodził się jako czarownik. Tutaj oczywiście rodzi się pytanie jak wiedźma mogła przekląć drugą magiczną istotę, ale i na to znajdzie się odpowiedź.

Waltz zna Lucette z dawnych lat i nie ukrywa przed nią swojego zainteresowania. To chyba najlepiej rozpisana relacja w grze, a uczucia między bohaterami rodzą się naturalnie. Waltz ma nieco dobrotliwy charakter, ale jednocześnie zachowuje się jak odpowiedzialny facet. Czuć, że pod jego opieką Lucette jest naprawdę bezpieczna (a nie jak u Rumpela… Przepraszam).

Można się nacieszyć ich relacją przez połowę wątku – inaczej niż u pozostałych panów i chłopaków, gdzie do wyznania uczuć dochodzi pod sam koniec. Przy okazji – uśmiechnęłam się na scenie z łóżkiem, bo zobaczyłam u Waltza zachowanie, które sama jako młode dziewczę zaobserwowałam w podobnych okolicznościach. Ale pogracie, to zobaczycie.

Poboczne postacie

Nie mogłabym napisać krótko o pobocznych postaciach. Jest ich parę i nie jest to tylko rodzina królewska. Do głosu dochodzi wątek zmarłej matki oraz dwójki spiskowców w postaci Alcastera oraz Mythrosa. Przeciwko nim wystąpią bohaterowie – wśród nich pojawi się czarownica Delora, ta sama, która rzuciła klątwę na Lucette. Jej najbliższą współpracownicą okazuje się eteryczna wróżka Pairfait. Obie zdają się zarządzać tawerną Marchen (tak poza wykonywaniem paru innych swoich powinności).

Chylę czoła, bo ta dwójka jest tak samo interesująca co reszta postaci. W życiu lubiącej sobie żartować Delory wydarzyła się pewna tragiczna rzecz, o czym dowiadujemy się w trakcie gry.

Ale to zwłaszcza Parfait, może z początku nieco mdła, zaczyna z czasem lśnić. Kiedy sytuacja ją zmusi, jest zdolna do ogromnych poświęceń. Dość powiedzieć, że jej zdarzy się dość ostro zakończyć pewne sprawy – chociaż jej wygląd może nie wskazywać na takie zdecydowanie. I to właśnie ona ma najbardziej wyciskające z oczu łzy zakończenia.

Łyżka dziegciu

Postanowiłam za dużo się nie rozpisywać na temat ewentualnych wad produkcji. Zauważam takowe zbyt łatwo. Gdybym zaczęła o nich pisać, wydawałoby się, że gra mi się nie podobała. A jest wręcz przeciwnie, w stosunku ceny (wynoszącej równe ZERO) do jakości nie ma sobie równych. Jest jednak jedna rzecz, która przebiła wszystko.

Złe zakończenia.

Po wykonaniu wszelkich starań, aby odpowiadać źle, docieramy do tajemnego 10 rozdziału, który różni się od tego w pozytywnie rozegranej ścieżce. Koniec bywa tragiczny i okupiony śmiercią któregoś z bohaterów. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że po takiej scenie rozdział zostaje urwany (zamiast pociągnięty dalej) i jedyne, co już zobaczymy, to ekran z napisem „Bad End”. Zostają niedopowiedzenia – czasami nie wiadomo, czy Lucette złamała klątwę, albo czy uratowała rodzinę. Mogłaby to zrobić bez chłopaka, ale cóż… Twórcy postanowili nam oszczędzić najwyraźniej tej wiedzy. A szkoda! Złe zakończenia stały się tylko ciekawostką, a nie alternatywą.

Mimo to, polecam „Cinderella Phenomenon”, a grupie Dicesuki życzę powodzenia z następnymi grami.

Źródło: Steam
Wydawca: Dicesuki
Cena: darmowe
Język: angielski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *